Nasiona w zamrażarce
W górze na Svalbardzie leży ponad milion próbek nasion. To nie skarbiec na koniec świata, tylko kopia zapasowa na jego zwykłe dni.

Nasiono to list wysłany w przyszłość. Ma w sobie wszystko, czego roślina potrzebuje, żeby zacząć od nowa, i zapas jedzenia na pierwsze dni. Potrzebuje tylko, żeby ktoś je w odpowiednim momencie otworzył: wilgocią, ciepłem, światłem.
Przez dziesięć tysięcy lat rolnicy przechowywali takie listy w glinianych dzbanach, workach i spiżarniach, wybierając co roku najlepsze ziarna na kolejny siew. Tak powstały tysiące odmian, dopasowanych do każdej doliny i każdego mikroklimatu. Większość z nich zniknęła w ciągu jednego stulecia.
Ludzie, którzy nie zjedli zbiorów
Historia leningradzkich botaników jest tak nieprawdopodobna, że brzmi jak legenda, ale jest dobrze udokumentowana. Siedzieli wśród ton jedzenia i umierali z głodu, bo rozumieli, że to nie jest jedzenie. To przyszłe żniwa.

Kopia zapasowa
Bank na Svalbardzie często nazywa się skarbcem na koniec świata. To mylące. Nie chodzi o apokalipsę, tylko o zwykłe katastrofy: pożar w laboratorium, powódź, wojnę, brak prądu, pomyłkę urzędnika. Każdy kraj przechowuje tu duplikat swoich nasion, a oryginały zostają w domu. Svalbard ich nie posiada, tylko pilnuje.
- 4,5 mln
- próbek może pomieścić skarbiec
- −18 °C
- temperatura przechowywania nasion
- ponad 1,3 mln
- próbek złożono do tej pory

W temperaturze minus osiemnastu stopni nasiona większości roślin uprawnych zachowują zdolność kiełkowania przez dziesięciolecia, niektóre przez stulecia. Gdyby zawiodło chłodzenie, wieczna zmarzlina wokół skarbca i tak utrzyma temperaturę poniżej zera.
Mały bank w szufladzie
Nie trzeba góry, żeby przechować nasiona. Wystarczy papierowa koperta, data i nazwa. Zbieraj nasiona z warzyw, które dobrze ci rosły, wymieniaj się nimi z sąsiadami, siej co roku trochę. Każda szuflada z kopertami to też list wysłany w przyszłość.